Ten wpis dedykuje osobom z naszej małej grupki na messengerze. Ktoś podlinkował artykuł mówiący wprost, że wystarczy pokochać siebie i życie się zmieni. Postaram się w skrócie podpowiedzieć co kryje się za tym artykułem oraz co z doświadczenia mojego życia mogę powiedzieć o kreowaniu swojego życia, inaczej mówiąc, co kuźwa zrobić, by w życiu zaczęło wychodzić 🙂

W momencie kiedy wychodzimy spod płaszczyka naszych fizycznych opiekunów (rodziców), szybko uświadamiamy sobie, że wszystko jest dla nas przygotowane. Proszę bardzo, tu twoja cela, tutaj mundurek, tutaj „bezpieczna” praca, zakazy nakazy i kilka dni urlopu by Cię nie rozleniwić.
A wszystkich pilnuje system, kapo (sąsiedzi i znajomi) oraz nigdzie nie spisane prawo moralne, które mówi, co wypada, a co nie wypada mówić / robić. Dookoła mówią Ci co masz robić, jeść i jakim być. Natomiast jak chcesz posłuchać o Bogu to jest Watykan, który ma kontakt z Bogiem (ciekaw jestem z jakim… no tak temu co się składa ofiary…) i tam domniemam, mamy się udać by spełnić nasz naturalny wpisany w DNA odruch – powrót do Boga, do prawdy. Oczywiście jak się komuś kościoły znudziły to pewnie znajdzie ukojenie w ezoteryce. I tu pojawia się autorka podesłanego artykułu „Dusza mówi: POKOCHAJ SIEBIE”, i jak widać od razu nie wzięła pod uwagę, że żyjemy na planecie więziennej, gdzie nie tak łatwo jeszcze o miłość na każdym rogu ulicy.

Pani Sylwia każe sobie płacić za mówienie o tym jacy jesteśmy piękni, we świetle skąpani, że gdy patrzymy na innych zagubionych to samym spojrzeniem leczymy i zmieniamy ten świat. I tak na prawdę nic (tak jak i ona) nie musimy robić, bo jesteśmy wspaniali, bo wystarczy pokochać siebie, promieniować miłością, słać serduszka i opowiadać o tym jak świat jest piękny. Jeśli to drogi czytelniku uważasz za ważne to Panią Sylwię można dokładniej sprawdzić, poznać prawdę o jej naturze i co ukrywa w swojej postawie.

I teraz powiedz mi, czy ładnie to tak oceniać kogoś, kogo się na oczy nigdy nie widziało? Jak tak myślisz to uważasz, że to zgodne z prawem moralnym? Według mnie ocenianie to dar od Boga, to umiejętność bez, której byśmy zginęli. Przecież czytając już mnie oceniasz, też oceniasz czy dobrze tą kobietę oceniam. Gdy rano wstajesz to już oceniasz. Ocenianie, a osądzanie to dwie rożne czynności. Gdy się ocenia kogoś / coś i ma się dobre intencje to się szerzy prawdę o rzeczywistości, chyba, że się tkwi w iluzji i daje się nabrać na maski jakie ludzie zakładają.

Dla tych co nie znają tematu (dla mnie to też była kiedyś zagadka). Ezoteryka obecna jaka panuje obecnie w Polsce i Europie , wzięła się z Ameryki. Ezoteryka to nauka o energiach, o mistycznych mocach, szamańskich rytuałach, mandalach, jantrach, tantrach, misach, gongach, medytacjach, tańcach spontanicznych, dwupunktach… i co tam jeszcze chcecie. Polskie wydanie ezoteryki to nic innego, jak kopiowanie jeden od drugiego, to co zwabi klientów pięknie oczarowując. Jak jest modne gadanie o ojcu Pio to każdy z ezoteryków ma dużo o nim do powiedzenia i nawet sami z nim rozmawiają ściągając przekazy…
Większość ezoteryków w polce to osoby leniwe, często kiedyś bezdomne szukające łatwych sposobów na życie, nie obchodzi ich życie drugiego człowieka bo przyświeca im motto, życiowe „jak nie ja na tym zarobię, to kto inny to zrobi”, czy też „i tak przecież jest chaos i nie wiadomo co jest prawdą, więc krzywdy nikomu nie robię, a na tym z chęcią zarobię”. Czują się bezkarni w tym co robią, bo dobrze wiedzą, że nikt nie dowie się o nich prawdy. Otóż da się o wszystkich prawdę ściągnąć / odczytać, każdy ma tą umiejętność, tylko trzeba na początku ją lepiej i świadomie wykształtować – zastanów się dlaczego nikt z ezoteryków i kapłanów kościelnych tego nie uczy… gadają po pięknych zasadach życia, a sami ich nie stosują…
By odczytać kogoś kim jest i czy możemy mu zaufać trzeba odkurzyć zmysły, który ma każdy z nas, czyli jasnoczucie, jasnowidzenie, jasnosłyszenie i ogólnie mówiąc jasnowiedza – stan w którym wiemy ale nie wiemy skąd wiemy. Ale to temat na odrębny artykuł.

Osobiście wszedłem w ezoterykę, po tym jak zdałem sobie sprawę czym jest kościół z Watykanem na czele (wystarczy poczytać co ta organizacja robiła i robi do dziś…). Niestety szybko się zorientowałem, że w ezoteryce też Boga nie znajdę i jest tam taki biznes, że Wam się nie śniło 🙂

Ale dobra… wracając do głównego wątku, bo na początku obiecałem, że napiszę jak zrobić, by życie zaczęło wychodzić. Jest to temat złożony tak bardzo jak złożony jest człowiek. Na ten temat po swojemu będę pisać, jak nie chcecie czekać to zajrzyjcie na www.popko.pl, tam jest dużo o tym kim jesteśmy i jak zapanować nad życiem. Zacznę od tego, że człowiek jest wielowymiarowy i wielopłaszczyznowy, dowiodła też tego nauka (m.in. Einstein), tak też powstał nowy dział fizyki. Fizyka kwantowa, która udowodniła, że wszystko jest energią (co ezoteryka superszybko podchwyciła hehe). A skoro wszystko drga, wszystko może zmienić postać, to żyjemy w super zaawansowanej iluzji ruchu gdzie doświadczamy życia, przerabiamy siebie. Wszystko niczym piksele na ekranie jest wyświetlane.

Ok. Jesteśmy wielowymiarowi i łatwo tego dowieść poznając jakie to są wymiary naszej istoty. W kolejności podstawowe wymiary na jakich ludzie funkcjonują to ciało fizyczne, myśli i emocje, oraz psychika (potrzeby i oczekiwania), świadomość nie funkcjonuje na tych obszarach dlatego jesteśmy odcięci od jakiegokolwiek kontaktu z siłami wyższymi / Bogiem. Chociaż każdy z nas ma takie chwile, przebłyski w chwilach szczególnych, gdzie coś do nas dotrze, co zmieni nasze życie, zwykle to są stany radości i wszystko co się z tym kojarzy.

Czyli osoby, które nie kontrolują swoich myśli, emocji, potrzeb i oczekiwań, jednocześnie nie są w stanie być człowiekiem. Takie osoby z reguły są wybuchowe, noszą maski, udają, usprawiedliwiają swoją niecności, robią pod własną korzyść itp, itd. Ludzkie roboty, zagubiona brać… to przykra sprawa, bo mimo wszystko to nasza rodzina, która się pogubiła i jest często dla nas niebezpieczna. Takich ludzi jest ponad 90% na tej planecie.

No i tu się wszystko zaczyna, czyli tzw. trzon duchowy, odbudowa siebie, stanów w jakich funkcjonuje czysta dusza, co kontroluje swoje powłoki, swój wehikuł, którym kroczy przez życie. Człowiek budzący się w wysokiej energii. I jak schodek po schodku odkrywa prawdę o sobie przerabiając uczciwie i utrzymując codziennie stany: pokochanie siebie, wybaczenie sobie, pokochanie innych, wybaczenie innym co z kolei prowadzi do współodczuwania i współtworzenia, czyli się zaczyna czuć swoje środowisko, co zrobić by było lepiej i są chęci by robić ile się da by tak było, z korzyścią dla wszystkich! I właśnie to sprawia, że życie zaczyna wychodzić, bo utrzymując te stany naturalnie i uczciwie, pozbywając się niecności, zaczynamy odbierać pierwsze wyraźne podpowiedzi, są też techniki pomocnicze jak skale astralne, pismo automatyczne, które pozwalają mocno sprecyzować o co chodzi w tych podpowiedziach. Zaczynamy się lepiej orientować w życiu niż inni i przychodzi kolejny test – na wyrachowanie, czy będziesz stawiać siebie ponad innych? Jak zdasz test to uruchomisz w sobie pierwszy strumień energetyczny, w którym płyną od razu jasne podpowiedzi w formie scen. Tak wygląda osobista rozmowa z Bogiem, tak w wielkim skrócie.

Na początku jest ciężko utrzymać te stany, jednak jak się ugruntuje to trzeba też dłuższej kłótni i trudności by z tych stanów wypaść. My dusza non stop podlegamy ciemnej jak i jasnej przemianie, życie to wielka lekcja z nas z samych, to miejsce gdzie przechodzimy odwyk, oczyszczanie. Więc jak zaczynamy pracę nad sobą to już tego samego dnia zwykle nasze starania będą sprawdzone 🙂 Jednak prawda jest taka, że większość ludzi na tej planecie nie zaliczy tego testu z człowieczeństwa i wybierze prawo totalnego podporządkowania. Zastanów się w którą stronę idziesz i czy faktycznie słuchanie o tym jacy jesteśmy piękni (ezoteryka), czy też co nie robimy waląc poczuciem winy (kościół), czy pomoże Ci wzrastać? Czy to nauczy Cię osobistej rozmowy z Bogiem? Wątpię… u mnie nie zadziałało.

Idąc tą drogą, może jest trudniej, trzeba mieć twardy tyłek ale życie wychodzi znacznie lepiej niż bujając się miedzy nienawiścią, a kochaniem uznając, że wybór nie ma znaczenia. Otóż to jacy my jesteśmy, ma ogromne znaczenie. To nasze myśli, słowa i czyny o tym mówią, jakie nasze są intencje i tak każdy z nas kreśli swoje ścieżki losu, nie zdając sobie sprawy jak ciemność na tej planecie wszystko poukładała, by szerzyć nienawiść, wierzyć w organizacje przestępcze z logiem trupa na krzyżu… Z chęcią niemal każdy wpada w tą pułapkę, bo tak jest wygodniej niż dostrzec prawdę o sobie i innych. Żadna spowiedź, żadna pokuta nie wymaże naszych myśli / słów i czynów, to my zdajemy lekcję z życia i jak wielkość dobrych czynów będzie wyższa niż złych to można zacząć mówić o małym sukcesie.

I przestańcie wierzyć w ezoteryczne dyrdymały o tym jacy piękni jesteście. Tak jesteśmy ze światła, jesteśmy niewinni, zgadza się, że jesteśmy powielonymi Synami Bożymi, ale na miłość boską jaki obudzony Syn/Córka Boska zazdrości… nienawidzi… obraża się… obmawia i oczernia, a potem zakłada piękną maskę i pisze jacy my to jesteśmy piękni? Ludzkie zło?